Unifarm.pl - głównym tematem serwisu jest farmacja oraz marketing farmaceutyczny

Top Module Empty
Start arrow Newsy arrow Nie wierzcie Goździkowej
Nie wierzcie Goździkowej Drukuj Wyślij znajomemu
Na początku listopada firma Merck&Co, producent vioxxu - leku, który miał stanowić przełom w leczeniu artretyzmu, reumatyzmu oraz innych schorzeń stawów i kości - zdecydowała się na porozumienie z pozywającymi ją pacjentami i ich rodzinami.
ELŻBIETA BOREK

Wypłaci prawie 5 miliardów dolarów
odszkodowania za nieprzewidziane skutki działania specyfiku.

Vioxx można było kupić w 80 kra-jach, również w Polsce. Lekarze chętnie go przepisywali, bo miał opinię niezwykle skutecznego i bezpiecznego. Uchodził za ła­godniejszy dla żołądka niż tradycyjne środ­ki przeciwzapalne i przeciwbólowe. Choć miesięczna kuracja kosztowała ok. 250 zł, cieszył się dużym uznaniem pacjentów, bo jedna tabletka zastępowała kilka innych le­ków, a bóle ustępowały niemal natychmiast. Okazało się jednak, że powodował poważne urazy i choroby serca, zakrzepy, udary, a na­wet zawały. Według danych, opublikowanych w „New England Journal of Medicine" vioxx przyjmowało ponad 80 mln ludzi na całym świecie. Z szacunków wynika, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych preparat zabił niemal 60 tys. osób, a w Wielkiej Brytanii przeszło 10 tys. Nie wiadomo, ile opakowań śmiercionośnych pigułek sprzedano w na­szym kraju. Według niektórych źródeł mo­gło je brać nawet 50 tys. Polaków!
Bardziej tragiczny w nieprzewidzianych działaniach ubocznych był tylko talidomid - lek, który kosztował zdrowie i życie 12 tys. ofiar. Miał niwelować ból i działać nasennie na kobiety w powikłanej ciąży, a pozostawił po sobie dzieci z ciężkimi deformacjami cia­ła. Co gorsza, dziś już wiadomo, że potom­stwo wielu „talidomerów" dziedziczy po nich deformacje na skutek przekazywa­nia im przez rodziców uszkodzonego DNA.
Tak spektakularne przypadki niepożą­danego działania leku, na szczęście, zdarza­ją się rzadko. Jednak ponad połowa medy­kamentów, jakie trafiają na światowe rynki, wywołuje różne skutki uboczne.
Jeszcze pół wieku temu nikt nie intereso­wał się niepożądanym działaniem leków. Ba, nikt nawet o tym nie myślał. Zachłysnęli­śmy się możliwościami farmakologii i przez chwilę sądziliśmy, że pastylki uleczą nas ze wszystkich chorób. Szybko okazało się jed­nak, że są też ciemne strony zażywania le­karstw - działanie niepożądane. W USA za­ostrzono wówczas wymogi odnośnie udo­wodnienia bezpieczeństwa leku wypuszcza­nego na rynek. W 1968 r. w Wielkiej Bryta­nii powstał komitet ds. bezpieczeństwa le­ków. W Polsce na początku lat 70. minister zdrowia powołał pierwszy ośrodek monito­rowania niepożądanych działań leków.
- Międzynarodowe Centrum Monitoro­wania Bezpieczeństwa Farmakoterapii, działające w szwedzkiej Uppsali, prowadzi program, w którym uczestniczy 86 krajów. Dotąd zebrało już 3,5 mln raportów z całego świata na temat niepożądanych działań le­ków - mówi dr Leszek Borkowski, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Warszawie. - Przy obecnym tempie rozwoju farmakologii na świecie na 1 mln mieszkańców przypada średnio 200 tys. ra­portów o skutkach ubocznych leków. W Pol­sce zaledwie 33! Lekarze, dentyści, farma­ceuci, pielęgniarki i położne mają z mocy ustawy obowiązek zgłaszać każde dostrze­żone działanie niepożądane leku. Niestety, ustawa jedno, a praktyka drugie. Rocznie otrzymujemy ok. 1300 raportów, a powinni­śmy ich dostawać 15 tys.

Groźniejsze niż wojna
Dlaczego tak ważne jest informowanie o działaniach niepożądanych różnych medy­kamentów?
- W Stanach Zjednoczonych z powodu skutków ubocznych leków umiera rocznie 100 tysięcy pacjentów. Więcej, niż zginęło w ciągu 11 lat wojny w Wietnamie! - mówi dr Borkowski. - Jest to syndrom współcze­snych czasów, tempa życia i oczekiwania chorych na coraz to nowy, lepszy i bar­dziej skuteczny specyfik. Te oczekiwania zresztą są skrzętnie wykorzystywane przez firmy farmaceutyczne, które naci­skają na skrócenie czasu rejestracji leku i jego szybkie wejście na rynek. Do 1993 r. w USA trzeba było na to czekać 23 miesią­ce, czyli prawie 2 lata. Od 2003 r. tylko 14 miesięcy. Niestety, sprawdza się prosta zależność: im szybciej lek wprowadzimy do obiegu, tym szybciej go wycofujemy. 51 proc. środków leczniczych już w momencie wprowadzenia do obrotu jest obarczonych ryzykiem wystąpienia ciężkich działań niepożądanych, niewykrytych przed wej­ściem na rynek.
Większość preparatów wycofywanych z aptek nie działało toksycznie. Dopiero w skojarzeniu z innymi lekami nabywało cech, które wywoływały ciężkie, nierzadko śmiertelne działania niepożądane. Tak było w przypadku ceriwastatyny. Jako skutecz­ny lek, obniżający poziom cholesterolu w osoczu krwi, miał on korzystnie wpływać na obniżenie śmiertelności z powodu zawa­łu serca. Pierwszy raz w 1999 r. wysunięto podejrzenia zwiększonego ryzyka rozpadu tkanki mięśniowej przy podawaniu tego le­ku w zestawieniu z innym, który wywoływał zmiany w metabolizmie. Dwa lata później producent opatrzył swój produkt dodatko­wym ostrzeżeniem. W końcu lek wycofano z rynku, a dziś ocenia się, że działanie ceri­wastatyny w połączeniu z innymi lekami mogło być przyczyną ok. 100 zgonów w Sta­nach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.
Innym preparatem, wycofanym z rynku farmaceutycznego, była terfenadyna czy astemizol, stosowane w leczeniu chorób alergicznych. Ich skojarzenie z wieloma in­nymi lekami powodowało zahamowanie me­tabolizmu wątrobowego, co skutkowało ciężkimi, wręcz śmiertelnymi zaburzeniami rytmu serca.

Syndrom Goździkowej
- Wraz ze wzrostem dostępności do le­ków wydawanych bez recepty zwiększa się też liczba domorosłych medyków. Ludzie zdrowi myślą, że jeśli będą zażywać różne wzmacniające specyfiki, staną się jeszcze zdrowsi. A to nieprawda - tłumaczy Leszek Borkowski. - Pozornie niewinne witaminki mogą wywoływać działania niepożądane lub wchodzić w interakcje z innymi, równo­cześnie stosowanymi lekami. Niby łagodny wyciąg z dziurawca osłabia np. działanie środków nasercowych.
Lek bywa groźniejszy od choroby, którą ma zwalczać. To, co pomogło Goździkowej, nam pomóc nie musi.
Niepożądane działanie może wystąpić z różnych przyczyn: cech samego leku, sko­jarzenia dwóch lub więcej medykamentów albo nieświadomego zwielokrotnienia daw­ki, jeśli zażyjemy kilka tabletek różnych preparatów zawierających tę samą substan­cję czynną.
Ponad połowa Polaków to lekomani, ły­kający siedem i więcej pastylek dziennie. W większości niepotrzebnie, nie zdając so­bie sprawy z możliwych działań niepożą­danych. Jak wynika z raportu przeprowa­dzonego na zlecenie Unii Farmaceutów
- inicjatora Ogólnopolskiego Programu na rzecz Bezpiecznego Stosowania Leków
- ponad połowa ankietowanych Polaków nie informuje lekarzy o tym, co przepisano im w innym gabinecie, bo nie wie o zagro­żeniach związanych z interakcjami medy­kamentów.
- Nie ma leków całkowicie bezpiecznych. Każdy niesie mniejsze lub większe działanie uboczne - mówi dr Borkowski.
Średniowieczny lekarz i filozof Paracelsus powiadał, że „tylko dawka decyduje o tym, czy jakaś substancja jest lekiem czy trucizną". Zbyt mała nie da żadnego efektu, za duża może doprowadzić do objawów tok­sycznych, a nawet do śmierci.
Zaszkodzić może każdy lek. Banalny przeciwbólowy paracetamol, znany na świecie od ponad 100 lat, przedawkowa­ny może uszkodzić narządy wewnętrzne. Ostre zatrucie występuje już po spożyciu 5 g, czyli 10 tabletek w ciągu dnia. Paraceta­mol wchodzi w skład leków przeciwbólo­wych o różnych nazwach: apap, codipar, ef-feralgan itd. Dawka powyżej 10 g może do­prowadzić do nieodwracalnego uszkodze­nia wątroby i nerek.
- Tu nie obowiązują zasady matematy­ki. Jeśli chodzi o szkodliwe działanie, 2 plus 2 równa się 10! Natomiast działanie lecznicze w tym samym rachunku równa się tylko 1 - tłumaczy dr Borkowski.
Z pozoru bardzo bezpieczne środki alkalizujące, stosowane na zgagę, mogą zabu­rzać wchłanianie niektórych leków z prze­wodu pokarmowego. Nawet „bezpieczna" witamina C w dużych dawkach (ok. 1 g na dobę) może wywołać zaburzenia ze stro­ny przewodu pokarmowego (zgaga, biegun­ka), nasilać objawy choroby wrzodowej oraz sprzyjać powstawaniu kamieni nerkowych.
- Gentamycyna, stosowana z powodu za­palenia ucha, spotykając się w organizmie chorego np. z furosemidem, leczącym nadci­śnienie tętnicze, doprowadza do uszkodze­nia słuchu i błędnika - mówi dr Borkowski.
- Produkty antykoncepcyjne, zażywane z antybiotykami, tracą swoją skuteczność. Ciekawe, ile kobiet o tym wie!
Łatwo nieświadomie skrzywdzić dzieci, podając im leki, których zażywać nie powin­ny.
- Aspiryna jest zakazana do 12. roku ży­cia, bo może spowodować zespół Reya, czyli zapalenie mózgu i wątroby. Co druga matka o tym nie wie. Dipherganu nie powinny pić dzieci poniżej drugiego roku życia, pyralgi­na, podobnie jak thiocodin (środek na ka­szel), jest zabroniona poniżej 12. roku życia. Krople do nosa pod nazwą sulfarinol u dzie­ci poniżej 12. roku życia mogą spowodować obrzęk naczyniowo-ruchowy. Polopiryna, podawana dzieciom na zbicie temperatury, niszczy żołądek - wylicza doktor Borkow­ski. - Ale od ilu lekarzy matka dowie się o tych zagrożeniach?

Co z czym i kiedy
Wchłanianie leków, tak jak i składników odżywczych, zachodzi głównie w jelicie cienkim. Stąd też istotnym czynnikiem jest czas między zażyciem leku a spożyciem po­siłku. Lek przyjęty na czczo szybko przecho­dzi przez przewód pokarmowy i może wchłonąć się w ilości mniejszej, niż zakłada­no. A więc leki trudno się wchłaniające, np. ampicylinę, należy przyjmować na czczo. Z kolei aspirynę, ibuprofen czy paracetamol koniecznie po jedzeniu, bo mogą drażnić śluzówkę żołądka. Niektóre leki potrzebują obecności tłuszczów, inne przeciwnie. Dlate­go pacjent powinien otrzymać od lekarza dokładną instrukcję, kiedy i jak zażywać lek. Nie ma co liczyć, że przeczyta sobie to w ulotce.
Nie jest też obojętne, czym przepijamy tabletki. Sok grejpfrutowy podwyższa po­ziom niektórych leków we krwi. Popicie nim leków przeciwhistaminowych powodu­je nawet 7-krotny wzrost ich stężenia we krwi, co czasem może doprowadzić do śmierci w wyniku zaburzenia rytmu serca. Drugim napojem, który wywiera wpływ na przyjmowane leki, jest sok po­marańczowy. Obniża wchłanianie antybio­tyków, zwłaszcza z grupy tetracyklin. Zresztą wszystkie soki owocowe zmniej­szają wchłanianie antybiotyków, podobnie jak równoczesne przyjmowanie ich z wita­minami bądź składnikami mineralnymi.
Tanina, obecna w herbacie, zmniejsza wchłanianie preparatów żelaza, kofeina za­warta w kawie i niektórych napojach
- wzmacnia działanie leków przeciwbólo­wych, np. aspiryny, pabialginy czy piramido­nu. Błonnik pokarmowy oraz wapń, zawarty w produktach mlecznych, zmniejszają wchłanianie się leków. Jeśli pacjent zażywa­jący leki antydepresyjne lub kardiologiczne jada na śniadanie otręby, leczenie nie będzie miało sensu. Sporej grupy leków, np. prze­czyszczających (bisakodyl), nie należy popi­jać mlekiem. Lukrecja, stosowana w cukier­nictwie, wypłukuje potas, potrawy tłuste zwiększają wchłanianie relanium i oxazepamu.
Najbezpieczniej popijać leki czystą wodą.
Przy niektórych środkach ważna jest też pozycja ciała w momencie połykania. Na stojąco trzeba brać niesterydowe prze­ciwzapalne i przeciwgorączkowe, bo to za­pobiega podrażnieniu bądź owrzodzeniu przełyku.
Trójkątne tabletki dają najwięcej działań niepożądanych, czarne dają takie działania najczęściej.

Polska jest szóstym rynkiem leków w Europie. W ciągu kilkunastu lat popyt na medykamenty wzrósł czterokrotnie.
Polacy zajmują drugie miejsce po Fran­cuzach w ilości zażywanych leków.
Z danych opracowanych na potrzeby Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych wynika, że w 2003 r. sprzedano na polskim rynku 1,39 mld opakowań różnego rodzaju leków za 17 mld zł.
Dziennik Polski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2010 Unifarm.pl
www.strategist.pl Strategia i Marketing.